TU JEST JAK W DOMU - WYWIAD

O domowej atmosferze i sprawach codziennych rozmawiamy z panią Wiesławą, pensjonariuszką wyjątkowego miejsca dla osób starszych - Willi Łucja.

Jak się Pani tutaj czuje?

Tutaj jest jak w domu. Czuję się tu bardzo dobrze i swobodnie. Mogę powiedzieć, że dziękuję Bogu i ludziom, że tutaj trafiłam, do tego domu. Mam 88 lat i byłam wcześniej w innym ośrodku, ale tutaj jest sympatycznie. Mamy wspaniałe wyżywienie. Jak sam Pan widzi, jest czyściuteńko. Lepiej nie potrzeba. Nie jest tak, że przyszłam tylko chwalić, ale mówię jak jest. Jestem szczerą i otwartą starszą kobietą, więc nie mam co owijać w bawełnę.

Jednym słowem, jest Pani szczęśliwa?

Jak najbardziej. Nie muszę się niczym przejmować. Mamy rodzinną atmosferę, nie mam nic do zarzucenia. Pod każdym względem jest bardzo dobrze. Czuję się tutaj jak w domu. Ba, nawet w domu tak nie miałam, bo rodzice byli dość surowi.

Co może Pani powiedzieć o zajęciach i aktywności?

Czas mamy zorganizowany. Często są spotkania, więc jestem aktywna towarzysko i fizycznie. Chodzę na gimnastykę i muszę się pochwalić, że potrafię zrobić fikołka na drążku. Dużo zależy od nas, ale jak wiemy w tym wieku, trzeba dbać o siebie. Jogi nie uprawiam, ale chodzę na ćwiczenia. Każde ćwiczenie powinno być dopasowane do wieku człowieka.

Nawiązała Pani tutaj jakieś przyjaźnie?

Powiem ogólnie: wszystkich tutaj bardzo lubię. Muszę podkreślić, że nie ma takich, których nie da się nie lubić. Rożnych ludzi spotykamy na życiowej drodze, ale tutaj nie można złego słowa powiedzieć. Są tacy, których można wytłumaczyć, należy być wyrozumiałym. Nie mamy konfliktów. Sama od urodzenia jestem pomocna, mam dobre serce. Tak wychowali mnie rodzice, dlatego np. staram się pomagam sprzątać.

Pamięta Pani jakieś wyjątkowe momenty z pobytu tutaj?

Wszystko jest fajne. Jednak najlepiej jak przyjdzie sympatia i pośpiewa (Pani Wiesia pokazuje na Pana Bartka - opiekuna). Sama śpiewam od dziecka, bo jestem chórzystką z domu śpiewaka. Od samego rana podśpiewuję sobie, tylko po cichu. Jak przyjeżdża moja córka, to mówi żebym nie śpiewała za głośno, bo słychać mnie aż na korytarzu.

Czy utkwiło Pani w pamięci coś wesołego?

Codziennie jest wesoło, bo tu nie ma smutasów. Zawsze, gdy się kogoś o coś poprosi, to pomaga. Podchodzimy do siebie z radością. Bardzo chwalę sobie pobyt tutaj i chciałabym tu zostać. Pytanie tylko, czy moja emerytura wystarczy? (śmiech). Mam tylko prośbę, by pan do nas częściej przychodził. Nowości będzie pan przynosił z miasta. Dom jest otwarty, zapraszamy!

Więcej o Willi Łucja znajdziesz tutaj.